Czym jest Stalking?

Napisał SMS-a, że do mnie przyjdzie. Wtedy zaczęłam się bać Zaczęło się od głuchych telefonów. Zawsze z jednego numeru, kilkadziesiąt połączeń dziennie. Telefon Joanny zaczynał dzwonić rano i kończył... też rano. - Właściwie nie było przerw – wspomina Joanna, ofiara stalkera. Czym jest stalking i jak Joanna poradziła sobie z prześladowcą?

Joanna wygląda na kruchą łagodną kobietę, ma długie blond włosy, a sytuacja, o której opowiada miała miejsce, gdy ledwie skończyła trzydziestkę. Zapewne wiele osób, patrząc na nią, może domniemywać, że zwraca uwagę mężczyzn i ma wielu wielbicieli.

- Jeśli pani przeszkadza, że jakiś facet do pani wydzwania, to proszę zmienić numer telefonu – wzruszył ramionami policjant dyżurny w jednym ze szczecińskich komisariatów, gdy w końcu 2011 roku zgłosiła się ze skargą, że ktoś ją prześladuje. Zgłoszenia nie przyjął. - Olał mnie. Oczywiście, że próbowałam zablokować ten numer, ale miałam wtedy aparat, który nie pozwalał na taką blokadę. Dwa czy trzy razy ściągałam nawet specjalne aplikacje do blokowania niepożądanych połączeń, ale żadna nie zadziałała. Zadzwoniłam do operatora i odpowiedziano mi, że mogą zablokować numer tylko na polecenie sądu lub prokuratury.

Powtarzające się co kilka minut telefony zmieniły się w wysyłane seriami SMS-y. Czasami był to pozbawiony sensu bełkot, potem np. wiersze. - Raz odpisałam, że nie życzę sobie takich SMS-ów. W odpowiedzi dostałam najgorsze obelgi i oczywiście żadnego innego efektu nie było. Kiedyś napisał, że do mnie przyjdzie. Wtedy zaczęłam się bać.

Joannę nękał ktoś, kogo nie znała. Połączenia przychodziły z nieznanego numeru, a z treści SMS-ów nie wynikało, kim może być jej prześladowca. - Nie kojarzyłam nikogo, kto miałby cień powodu, by mnie dręczyć. Zaczęłam pytać znajomych, sprawdzać w pracy. Bałam się, co może się stać. Nie wiedziałam kto to, nie wiedziałam, czy nie stoi przy moim domu, czy mnie nie śledzi. Właściwie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Kiedyś nawet zrobiłam wpis na swoim profilu w portalu społecznościowym, że dziś mija kolejny dzień, gdy odbieram kilkadziesiąt telefonów od prześladowcy. Chciałam – gdyby mi się coś stało – żeby został po tym jakiś ślad. Najgorsze było to, że czułam się z tym całkiem sama.


Joanna jest szefową firmy budowlanej. Nie tylko nie zna wszystkich pracowników – niektórych z nich nigdy nie widuje, zwłaszcza, gdy pracują krótko i są zatrudniani tylko na konkretne zlecenie. Numer telefonu, z którego przychodziły tysiące wiadomości, rozpoznał jeden z jej pracowników. Rozpoznał i zidentyfikował. - Ten człowiek pracował u mnie prawie dwa lata wcześniej. Nie zwolniłam go ani nie skończyła się mu umowa – sam odszedł. Mój numer telefonu nie jest zastrzeżony, ma go wiele osób, ale dlaczego wybrał mnie – nie wiem. Nigdy się z nim nie spotkałam.

Wygląd i miły sposób bycia Joanny zmylił już niejednego kontrahenta biznesowego. Jest bardzo konsekwentna. Nie dała się zastraszyć, nie dała się też spławić w komisariacie. Mówi, że się wkurzyła i napisała do prokuratury. Początek pisma brzmiał "Składam doniesienie o przestępstwie z artykułu 190a § 1 k.k. i wniosek o ściganie sprawcy". Prokurator, mając zawiadomienie, natychmiast rozpoczął czynności służbowe. - Rolą organów ścigania jest zebranie dowodów. Czasami jest to trudne. Jeśli osoba pokrzywdzona ma możliwość udokumentowania, w jaki sposób jest prześladowana, to są to dla nas cenne dowody w sprawie. Jeśli jest to osoba znana pokrzywdzonej, to takie dane należy przekazać prokuratorowi. Zmiana numeru, na który przychodzą SMS-y czy połączenia, może być właściwym rozwiązaniem, ponieważ może pozwolić osobie pokrzywdzonej na czasowe uwolnienie się od prześladowania, ale niezależnie od tego zawiadomienie od przestępstwie i wniosek o ściganie powinno być złożone – komentuje Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Joanna padła ofiarę stalkera czyli uporczywego prześladowcy. Zgodnie z definicją podawaną przez kodeks karny, stalking oznacza uporczywe nękanie, powodujące uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotne naruszenie prywatności. Od 6 czerwca 2011 stalking jest przestępstwem w rozumieniu kodeksu karnego, zagrożonym pozbawieniem wolności do trzech lat, a w przypadku doprowadzenia ofiary do próby samobójczej do 10 lat. Jednym ze środków karnych może być też zakaz zbliżania się, który w przypadku stalkingu może wynosić od roku do 15 lat. Stalking jest ścigany zawsze na wniosek osoby pokrzywdzonej, a nie z urzędu.

W Polsce jedna z pierwszych większych spraw stalkingu dotyczyła lekarza, Adama S., prześladowanego od 2005 roku przez pacjentkę, która nie ograniczyła się do wysyłania wulgarnych SMS-ów – również umieszczała w imieniu swojej ofiary wyuzdane ogłoszenia na portalach gejowskich. Jednak prześladowanie i nękanie doprowadziło do śmierci wiele lat przed nazwaniem tego przestępstwa stalkingiem Agnieszkę Kotlarską, miss Polski z 1991 roku. Kotlarska zginęła, osłaniając rodzinę przed atakiem psychofana, który po latach wysyłania listów z wyznaniami miłości, mścił się za rzekomo zmarnowane mu przez nią życie.

W 2009 roku na zlecenie Ministerstwa Sprawiedliwości badanie nad skalą stalkingu w Polsce przeprowadził TNS OBOP. W badaniu 9,9 proc. respondentów przyznało, że padło ofiarą stalkera. 70 proc. pokrzywdzonych spotkało się z rozpowszechnianiem oszczerstw, kłamstw i plotek na swój temat, z groźbami i szantażem. Co trzeci poszkodowany otrzymywał częste telefony, również w nocy, był śledzony, dostawał niechciane listy, e-maile, SMS-y, wiadomości głosowe, a zagrożenie dotyczyło też rodziny i przyjaciół ofiary. 1/4 musiała zmierzyć się ze zniszczeniem swojego majątku przez stalkera. 1/5 sprawców prędzej czy później użyła przemocy, a 4 proc. dokonywało próby gwałtu. Ofiary dręczono też np. zabijając ich zwierzęta domowe. Miejscem publikacji obraźliwych treści czy zdjęć stał się internet.

Wg wspomnianego badania tylko 40 proc. ofiar stalkingu szukała pomocy, z czego połowa zwracała się do policji. Z tego co piąta osoba spotkała się z obojętnością organów ścigania. W 6 proc. spraw poszkodowani spotkali się z informacją, że uporczywe nękanie nie jest przestępstwem. - Nie dałam się spławić, wiedziałam, że muszę z tym iść do prokuratury. Mojego stalkera skazano na pół roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, ale dla mnie najważniejsze było, że orzeczono zakaz zbliżania się na trzy lata. Już gdy zgłosiłam tę sprawę, poczułam się mocna, przestałam się bać. Pytałam potem znajomych i okazało się, że wielu z nich spotkało się z takim postępowaniem, ale nic z tym nie robili. Mojemu stalkerowi niedługo kończy się kara. Nie boję się. Jeden podejrzany SMS, telefon i znów zgłaszam sprawę – mówi spokojnie Joanna.